| Brońmy lokalnego biznesu |
|
| 19.09.2008. | |
Władze samorządowe mogą bez żadnej nowej ustawy hamować rozwój sieci supermarketów. Wystarczy, że nie będą wydawały pozwoleń na ich budowę na własnym terenie. Mogą to robić w imię solidaryzmu społecznego, by bronić miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych.
Po amerykańskich doświadczeniach ze straszliwymi skutkami ekspansji sieci supermarketów Wal-Mart i innych sieci dla małych i średnich amerykańskich miastach, będziemy zachęcali lokalne samorządy do hamowania rozwoju sieci supermarketów na ich terenie. Jedno miejsce pracy w supermarkecie oznacza bowiem utratę kilku miejsc pracy w lokalnych małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych. Proces ten dobrze pokazuje amerykański film „Wysoki koszt niskich cen”, Ciekawa recenzji tego filmu ukazała się w „Gazecie Telewizyjnej” w czerwcu 2007 r: Sklepy jak buldożery Jak wyludnić przeciętne amerykańskie miasteczko w ciągu roku? Nie trzeba do tego żadnej katastrofy naturalnej. Wystarczy zbudować jeden z hipermarketów Wal-Mart. Z powodu niskich cen upadają lokalne sklepy, zakłady, a mali przedsiębiorcy idą na bezrobocie. To inwazja bez wojska. Wal-Mart to legenda: najniższe ceny w USA, najwięcej pracowników, wszystko dla klienta. Ale ta legenda ma swoje drugie oblicze, brzydkie oblicze. „Wysoki koszt niskich cen” to zaangażowany film paradokumentalny, który pokazuje kulisy działania jednej z największych korporacji. Paradokumentalny, bo przedstawia racje jednej ze stron. Wal-Mart nie komentuje tego, co się o nim mówi (być może nie chce: mówi się tak źle, że trudno znaleźć ripostę, ale tego z filmu się nie dowiemy). Zaangażowany – bo pokazuje, jak wielkie sklepy niczym buldożery atakują małe amerykańskie miasteczka, niszcząc tradycyjne lokalne społeczności i zmieniając pełne etaty w lokalnych sklepikach na pół etatu w Wal-Mart. „To nie pozwala się utrzymać. Robimy nadgodziny, ale nie możemy zarobić tyle, żeby udało się nam ubezpieczyć na wypadek choroby. Za nadgodziny nie płacą”, opowiadają byli pracownicy. Roczna płaca dla szeregowych pracowników to średnio 13 tys. dol. – w USA poniżej progu ubóstwa; więcej pieniędzy dostają ci, którzy korzystają z pomocy społecznej. Sam sklep namawia, żeby pracownicy uzupełniali pensje darmowymi posiłkami czy państwowymi dopłatami do mieszkań. A to tylko początek praktyk, o których opowiadają zatrudnieni. Rasizm, szpiegowanie związków zawodowych, arogancja wobec ekologii, zaniżanie liczby godzin na paskach wypłat – reżyser opowiada, że to wszystko robi firma, która należy do Waltonów, najbogatszej rodziny w USA. Reżyser dotarł też do menedżerów wyższego szczebla, którzy potwierdzają wersje „tych ze sklepu”. Wielbiciele wolnego rynku powinni obejrzeć historię o Wal-Mart. Być może zastanowią się, jak to możliwe, że w ich hipermarketach pojawiają się superokazje. Maciej Kuźmicz źródło: "Gazeta Telewizyjna" Film wyświetliła tylko niszowa telewizja Planete. Żadna z popularnych polskich stacji telewizji publicznych i prywatnych nie odważyła się go pokazać telewidzom. Do tej pory go nie widziałem. Zamierzam skontaktować się z jego dystrybutorem, by móc wyświetlać ten film na Konferencjach Gepardów Biznesu. Rok temu napisałem komentarz broniący prawa sieci supermarketów do swobodnego rozwoju. Rok temu nie było jednak tak dobrze, jak dziś, widać skutków ekspansji supermarketów. W czerwcu 2007 r. amerykańska gospodarka wydawał się kwitnąca. We wrześniu 2008 r. okazało się jednak, że tak naprawdę jest bankrutem. A jedynym ratunkiem przed gwałtownym kryzysem gospodarczym w argentyńskim stylu jest nacjonalizacja wielkich amerykańskich banków i towarzystw ubezpieczeniowych. Do kryzysu na pewno przyczyniły się nieodpowiedzialne działania banków, szczególnie rozdawanie kredytów na lewo i prawo. Ale jeszcze większym winowajcą są wielkie sieci handlowe i korporacje, które pozbawiły dobrej pracy wiele milionów Amerykanów. Sieci hipermarketów niszczą lokalny small business w prosty sposób. Małym i średnim firmom handlowym odbierają klientów.
Ten kryzys może rozlać się na cały świat. O tym, że sytuacja jest poważna świadczy nacjonalizacja przez amerykański rząd wielkich banków i towarzystw ubezpieczeniowych.
W imię solidaryzmu społecznego, by bronić miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych, również w Polsce trzeba sięgnąć po administracyjne rozwiązania - wyhamować politycznymi decyzjami ekspansję sieci supermarketów jak najszybciej.
Sojusznikiem wolnych ludzi mogą być władze samorządowe. One mogą bez żadnej nowej ustawy hamować rozwój sieci supermarektów. Wystarczy, że nie będą wydawały pozwoleń na ich budowę na własnym terenie. Lokalny biznes może organizować lokalne społeczności przeciw supermarketom. Możliwe są różne formy walki, z demonstracjami i blokadami włącznie Właściciele supermarketów to groźni przeciwnicy. Doświadczeni w bojach na całym świecie. Najpierw na nowy rynek wysyłają swoich szpiegów i agentów wpływu, by rozpoznali teren działań wojennych. Przychylność lokalnych przywódców (władz samorządowych, liderów opinii, mediów) zdobywają za pomocą drobnych lub większych prezentów, np. wpłat dla lokalnej fundacji charytatywnej lub instytutu badawczego. Gdy opanują przyczółek, jest zgoda na budowę hipermarketu, do boju wrzucają wielki kapitał na budowę i najlepszych fachowców do walki z lokalną konkurencją. Walka jest na wykończenie, więc podnosi się krzyk najsłabszych przeciwników, którzy nie wytrzymują w boju. Wtedy korporacji osłonę dają działania z zakresu public relations i polityki społecznej. Gdy najsłabsi padną, głosy oburzenia powoli cichną. Hipermarket w spokoju panuje nad terenem. Nie mniej morderczą walkę sieci handlowe toczą z dostawcami. W niektórych przypadkach traktują ich jak królowie poddanych. Im mniejszy dostawca, tym bardziej jest poniżany. W Polsce zdarzają się przypadki, że przedstawiciele potencjalnych dostawców są specjalnie przed negocjacjami przetrzymywani godzinami (czekają na opóźniające się spotkanie) w gorących pomieszczeniach, by byli bardziej skorzy do ustępstw. Podobno teraz takich przypadków jest mniej niż na początkowym etapie podboju polskiego rynku przez zagraniczne sieci handlowe. Większych dostawców przedstawiciele sieci traktują lepiej, ale też negocjacje prowadzą twardo. Czasami nie dogadują się i w sieci nie ma produktów znanych producentów. Sieci supermarketów działają jak tatarskie hordy, biorąc w niewolę ludzi, których spotkają na swojej drodze. Podbijają jeden kraj po drugim. Majątki ich właścicieli liczone są w dziesiątkach miliardów dolarów. Ale im ciągle mało. Całych czas ich najemni menedżerowie szukają sposobów, jak więcej wycisnąć z pracowników, jak mocniej przydusić dostawców. Niektórzy specjaliści nazywają to wzrostem wydajności pracy, a w rzeczywistości to wzrost zakresu niewolnictwa. Będziemy więc prosili, by władze samorządowe chroniły lokalne małe i średnie firmy i miejsca pracy w nich, by chroniły wolnych ludzi przed barbarzyńskim hordami, które zamieniają ludzi w niewolników. Niech starostowie i radni powiatowi nie dadzą przekupić się tym złowrogim najeźdźcom, którzy chcą nie tylko zrobić z nas niewolników, ale kradną również nasze dusze, zmieniają nasz system wartości, każą wierzyć, że najważniejsze jest posiadanie rzeczy i zakupy.
Do tej pory najeźdźcy zdobyli wielkie miasta. Opanowali umysły większości elit w metropoliach. Część po prostu przekupili i przekupują hojnymi reklamami i datkami. Nie pozwólmy im wejść do małych miast. Nie pozwólmy zniszczyć lokalnych społeczności. Jerzy Krajewski
Więcej na ten temat: Gmina Przyjazna Lokalnemu Biznesowi Wal-Mart najcenniejszą marką świata Amerykański rząd przejmie kontrolę nad AIG Protekcjonizm w UE to normalność Supermarkety licencjonowane jak telewizje Supermarkety zamieniają wolnych ludzi w niewolników Założenia ustawy o zrównoważonym rozwoju handlu "Rzeczpospolia" broni interesów wielkich sieci supermarketów Nikt nie bronił interesów małych i średnich firm Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie hipermarketów Prezydent Portugalii otworzy tysięczną Biedronkę Przykład PR wielkich sieci handlowych
Z Jakubem Szulcem, posłem Platformy Obywatelskiej, rozmawia Jerzy Krajewski Jest Pan za szybkim anulowaniem ustawy o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych (WOH). Czy wie Pan, jakie są skutki dynamicznej ekspansji sieci hipermarketów dla małych i średnich firm handlowych i produkcyjnych, małych miast i stanu bezrobocia?
Cała rozmowa z Jakubem Szulcem
|



Władze samorządowe mogą bez żadnej nowej ustawy hamować rozwój sieci supermarketów. Wystarczy, że nie będą wydawały pozwoleń na ich budowę na własnym terenie. Mogą to robić w imię solidaryzmu społecznego, by bronić miejsc pracy w małych i średnich firmach handlowych i produkcyjnych.