Menu Content/Inhalt
Witaj w serwisie arrow Przyjazna gmina arrow Powrót ziemi obiecanej?

Menu główne

Witaj w serwisie

Konferencje

Konferencje

Klub Gepardów

Klub Gepardów

Gepardy Biznesu

Konkurs

Efektywna Firma

Konferencje
Mazowieckie
InfoCredit

Członkowie

Członkowie

Wyróżnieni

Wyróżnieni

Przyjazny bank

Przyjazny bank

Magazyn

Magazyn

Vacatio Legis

Vacatio Legis
Powrót ziemi obiecanej? Drukuj
19.04.2009.

"Łódź dobrze wie, co to znaczy ucierpieć na kryzysie. Ale pamięta to sprzed lat. Dziś jest inaczej. Miasto na kryzysie zyskuje, przejmuje produkcję z Zachodu i staje się postrachem irlandzkich związków zawodowych", zauważyła "Gazeta Wyborcza".


Kryzys sprzed dziesięciu lat pamiętają w Łodzi wszyscy. Gdy upadał przemysł lekki, bezrobocie poszybowało do poziomu 20 procent. Nie było w Łodzi rodziny, która nie miałaby cierpiącego - z powodu braku pracy - ojca, syna czy brata. Ratunku nie było widać znikąd: poza fabrykami włókienniczymi i kilkoma hurtowniami odzieżowymi, prawie milionowe miasto nie miało nic do zaoferowania. Pełna monokultura.

Od tego czasu dużo się jednak zmieniło. Dziś Łódź znów ma przemysł. Tym razem jednak różnorodny. I na tym zyskuje. W Łodzi montuje się komputery Della, składa maszynki do golenia Gillette, produkuje pralki Boscha i Siemensa czy Indesitu. Lada dzień z taśmy zjadą pierwsze kremy Oil of Olay produkowane w zakładach Procter & Gamble. Dziś Łódź nie boi się kryzysu. Na odwrót: może na nim jeszcze dużo zyskać.

Auta odjechały. I dobrze!

Początkowo łódzkim sposobem na recesję z przełomu wieków miało być rozwinięcie branży motoryzacyjnej. Wydawało się, że koncerny samochodowe to prestiż dla miasta i tysiące miejsc pracy. By zdobyć wielkiego inwestora, przygotowana została jedna z najlepszych działek w województwie - dwustuhektarowy teren w Radomsku nieopodal Łodzi.

Przed sześcioma laty stanęli na nim przedstawiciele Toyoty. Mierzyli, oglądali, kilka razy spotykali się z władzami województwa. Gdy koncern podejmował decyzję, emocje sięgały zenitu. Ale Toyota odjechała, wybierając czeski Kolin. - To nic - komentowali wtedy włodarze miasta. - Radomsko przegrało w finale, a wcześniej wygrało z 50 innymi miastami. Na pewno ktoś chętny lada dzień się znajdzie.

Następni inwestorzy przyszli w 2003 r. Najpierw Peugeot-Citroën. Nie wyszło. W tym samym roku przepadł też Hyundai. Porażka była tym boleśniejsza, że oba koncerny wybrały Słowację. - Dawaliśmy inwestorowi wszystko - mówił Jerzy Słowiński, prezydent Radomska. - Przegraliśmy, bo Słowacja kojarzy się już z motoryzacją.

W Polsce w tym czasie zagłębiem motoryzacyjnym ogłosił się Śląsk. Inwestował tam General Motors, budowę zakładów zapowiedział Ford i Fiat. Nowe miejsca pracy dawały firmy działające na rzecz motoryzacji np. Delphi Polska Automotive.

Radomsko i cała Łódź zazdrościły. Na szczęście udało się w końcu przełamać złą passę i zdobyć inwestycje z innych branż. W Łodzi lokują się Philips (centrum rozliczeniowe), Gillette (maszynki do golenia) i w końcu Dell.

- Przełamaliśmy próg niemocy. Od tego momentu o inwestora zaczęło być łatwiej - potwierdza Marek Michalik, były wiceprezydent miasta.

Gdy do miasta przyjeżdżał pierwszy duży inwestor, Łódź miała najwyższe w Polsce bezrobocie wśród dużych miast. Teraz jednak zaczyna doganiać czołówkę. Bo nowa fala bezrobocia z początku 2009 r. dotyka region w mniejszym stopniu niż resztę kraju. Łódzkie jest też jedynym w Polsce województwem, w którym sprzedaż przemysłu w styczniu, licząc rok do roku, wzrosła - o 2 proc. Wszystkie inne województwa zanotowały spadek.

- Nie mówiąc już o słowackiej monokulturze motoryzacyjnej. Ta cierpi dziś najbardziej - dodaje Stefan Krajewski, ekonomista Uniwersytetu Łódzkiego.

Inne polskie miasta, gdzie przemysł jest mniej zróżnicowany, dostają w kość. W Krośnie upadają Huty Szkła, zwalnia Delphi (branża motoryzacyjna). W Kościanie w Wielkopolsce i w Nysie na Opolszczyźnie zachodzą w głowę, co będzie po upadku firmy Swarzędz Meble SA.

A w Łodzi może być już tylko lepiej. Większość zakładów nie tylko nie zwalnia, ale wręcz przyjmuje do pracy. Rekrutują, bo Łódź podbiera produkcję z USA, Irlandii i Walii.

Co by komu zabrać...

Na początku roku o Łodzi zaczęło być głośno na całym świecie. Zaczęło się od Della: w styczniu amerykański koncern ogłosił, że zamyka swój zakład w Irlandii, w Limerick. Pożegnał się tam z 2 tys. pracowników, a linie montażowe zaczyna przenosić do Łodzi. - Bo tu jest taniej - tłumaczył. W lutym dodał zwolnienia w zakładach w USA: w Teksasie i Północnej Karolinie. Amerykańskie media przewidują, że pracę straci 8 tys. pracowników Della w świecie.

Tymczasem w Łodzi ma powstać nawet 400 nowych miejsc pracy (w zakładach już pracuje w nim ponad 1800 osób). - To miasto na kryzysie zyska - potwierdzają podczas wizyty w łódzkich zakładach Victor Ashe, ambasador USA w Polsce oraz Marcin Filipkowski, dyrektor generalny Della.

Za Dellem odchodzą z Irlandii jego kooperanci RR Donnelly i Flextronics. W Łodzi zwiększą zatrudnienie o ponad sto osób.

Miastem interesują się też inne spółki, które już w mieście są. Na świecie tną koszty, a w Polsce chcą zwiększać produkcję. Gillette, wzorem Della, przenosi do Łodzi część linii produkcyjnych z USA. Oprócz powstających tu już golarek Fusion produkowane będą elementy do maszynek Mach3.

Lepszych czasów doczekało się też Radomsko. Duże inwestycje planuje tam Indesit, producent AGD. W lutym spółka zadecydowała o zamknięciu zakładu produkcji zmywarek pod Turynem we Włoszech. Tamtejsi pracownicy, gdy usłyszeli, że produkcja ma być przeniesiona do Polski, zaczęli protesty. Ponad 600-osobowa załoga zablokowała ulice miasta. Przeniesienie naszych miejsc pracy do Polski to obraza! - krzyczeli.


Indesit zdania jednak nie zmienił. Ba, w marcu ogłosił chęć likwidacji fabryki pralek w Walii. W rozmowach z pracownikami znów pojawiła się "centralna Polska".

Jak nadal być pupilkiem

Do Łodzi zaczęli przyjeżdżać dziennikarze światowych mediów. Irlandczycy pokazują Łódź jako miasto, które zabiera rodzinom z Limerick źródło utrzymania. Materiał robi też agencja Reuters. - Łódź ciągle odstaje od innych miast. Mimo kryzysu cały czas się rozwija - stwierdza Piotr Piłat, dziennikarz telewizji Reuters.

Wypowiedzi na forach internetowych są mniej wyważone. Zwłaszcza w Irlandii: - Polacy to sprzedawczyki, którzy godzą się pracować za małe pieniądze. I dlatego dziś wykradają światowe inwestycje - czytamy na jednym forum.

Doszło do tego, że szefowie irlandzkich spółek zaczynają straszyć "Łodzią" swoich pracowników. - Tłumaczą, że trzeba zaciskać pasa, bo jak nie, to "czeka nas przeprowadzka do Polski" - opowiada Tomasz, łodzianin mieszkający pod Dublinem.

Firma doradcza KPMG, która oceniła 14 polskich specjalnych stref ekonomicznych, łódzką i wałbrzyską nazwała "pupilami inwestorów". Do podobnych wniosków doszedł Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Potrzebne jest tylko więcej gruntów pod inwestycje. - I to zamierzamy szybko poprawić - zapewnia Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi.

A Włodzimierz Fisiak, marszałek województwa, dopowiada: - Zwiększamy inwestycje w infrastrukturę.

Budżet miasta i województwa jeszcze nigdy w historii nie miały tak dużych kwot na inwestycje, zarówno w drogi, jak i renowację budynków, kanalizację czy uzbrajanie terenów. To ma przyciągnąć kolejne duże spółki.


Źródło: Gazeta Wyborcza

 

Ankieta

Ile czasu powinno upłynąć od ogłoszenia nowych przepisów podatkowych w Dz.U. do wejścia ich w życie?
 
designed by www.madeyourweb.com